Menu główne
Historia pisana sercem
Zanim przejdę do mej opowieści najpierw kilka słów o sobie. Mam 26 lat, jestem osobą niepełnosprawną, od szóstego roku życia choruję na nieuleczalną chorobę, która powoli paraliżuje moje ciało. Od sześciu lat poruszam się na wózku inwalidzkim, ponieważ moja choroba rozwinęła się na tyle, że unieruchomiła moje nogi. Co roku staram się wyjeżdżać na kolonie lub wczasy, aby zmienić trochę klimat i otoczenie. Historia, którą teraz opowiem wydarzyła się właśnie na jednej z takich kolonii.
Wszystko zaczęło się w 1995 roku. Latem udało mi się "załapać" na kolonie do miejscowości Skoki leżącej w pobliżu Wągrowca -
Dwa tygodnie kolonii minęły jak z bicza strzelił. Ledwie człowiek przyjechał, a tu już trzeba było powoli się pakować do wyjazdu. Samochodem przyjechała po mnie moja mama. Usadowiłem się w samochodzie, mama poszła do pokoju po moje rzeczy, a ja miałem kilka minut aby pożegnać się z Agnieszką. Czułem się jakby ktoś serce ścisnął mi w imadle, ogarnął mnie ogromny smutek, a w oczach błysnęły mi łzy. Chciałem Agnieszce powiedzieć o tym co się dzieje w moim sercu, lecz znów to odczucie, że nie mam prawa... Wymieniliśmy się adresami i obiecałem, że będę do niej pisał. Poprosiłem ją o jakiś osobisty drobiazg na pamiątkę. Zdjęła wtedy kolorową gumkę z włosów i wręczyła mi ze słowami: "Jakie to romantyczne". Serce mi się krajało z bólu a łzy tak cisnęły mi się do oczu, że z ledwością je powstrzymałem. Przyszła mama z moim bagażem, wsiadła do samochodu i... odjazd. Trzymając w ręku pamiątkę od Agnieszki czułem jak łzy płyną mi po twarzy, pomyślałem sobie, że teraz już nie muszę ich powstrzymywać i rozpłakałem się jak małe dziecko. Płakałem tak aż do samego domu. Moja tęsknota za Agnieszką była ogromna. Pisaliśmy do siebie listy i w końcu zebrałem się na odwagę i w jednym z moich listów opisałem Agnieszce moją miłość do niej. Po tym liście przestała do mnie pisać. Załamałem się kompletnie i "zamknąłem się w sobie". Minął rok. W grudniu 1996 roku spadło na mnie kolejne nieszczęście: mój ojciec zginął w wypadku samochodowym. I jakby na złość mojemu przeklętemu losowi otrzymałem kartkę z życzeniami świątecznymi od Agnieszki. Ta kartka była dla mnie jak promień słońca na pochmurnym niebie. Na krawędzi załamania nerwowego poprosiłem ją aby nie zostawiała mnie samego, lecz znów nie otrzymałem odpowiedzi na mój list. Mijały kolejne miesiące, lecz nigdy nie mogłem zapomnieć o mojej ukochanej. W ubiegłym roku przyszło mi na myśl, że skoro Agnieszka wtedy wysłała do mnie kartkę na święta, to widocznie nie zapomniała o mnie i chyba nie jest na mnie zła za te moje listy. Pomyślałem także, że teraz mógłbym ja wysłać do niej życzenia świąteczne. Oprócz życzeń napisałem do niej krótki list, w którym przeprosiłem ją za moje listy. Po kilku dniach otrzymałem od niej odpowiedź. Nie była na mnie wcale zła, również nie zapomniała o mnie. Mój list bardzo ją zaskoczył, ale zarazem ucieszył. Poprosiłem ją aby wysłała mi swoje zdjęcie. Otrzymałem je w kolejnym liście. Spojrzałem na jej cudowną twarz, zrobiło mi się gorąco w sercu i wiedziałem, że nadal ją kocham do szaleństwa. W tym samym liście na kopercie napisany był fragment pewnego wierszyka, a w liście znalazłem wyjaśnienie, że kolejne fragmenty tego wierszyka będziemy pisać w następnych listach. Wiadomość ta tak bardzo mnie ucieszyła, że z radości łzy popłynęły mi po twarzy. A jednak wszystko mi wybaczyła skoro chce ze mną dalej się przyjaźnić. Jednak nauczony poprzednim doświadczeniem tym razem postanowiłem nic jej nie pisać o mojej miłości do niej. Lecz jak długo mogę ten fakt ukrywać przed Agnieszką? Już teraz czuję się nieswojo ukrywając coś przed nią. Jest dla mnie taką wspaniałą przyjaciółką, mogę się jej zwierzyć ze wszystkich moich smutków, radości i kłopotów. Piszę jej dosłownie o każdym dniu mojego życia, zna moje największe sekrety, moje myśli -